Energia mnie rozpierała od samego rana i kiedy mąż wrócił z wędkowania, spakowałam torbę, aparat i w drogę! I tak jak zobaczyłam tą łąkę prawie wyskoczyłam z samochodu ;)
Narwałam trochę tych żółtych traw (nie wiem jak to się nazywa) i ruszyliśmy dalej, nad moje jezioro.
Kiedy dotarliśmy, słońce jeszcze pięknie świeciło. Na wzgórzu mam swoją ławkę i widok na całe jezioro.
Uwielbiam to miejsce, zapach sosen unosił się w całym lesie.
Kolory jesieni...
Mąż pierwszy spostrzegł wiewiórkę na sośnie, ja łapałam ostrość w aparacie.
Potem jeszcze siedzieliśmy na schodach skąpani w słońcu...
Do miłego!
M.